Z chwilę mam wejść na arenę. Czuję się... dziwnie. Nie czuje strachu, ale radości też nie. Ostatni raz stoimy wszyscy razem w jednym pomieszczeniu. Gdy paczę na wesołe miny osób z bogatszych rodzin, dystryktów, które myślą, że dzięki kasie wygrają. Mi to obojętne. Wiem, że ja szybko zginę. Idę do śmigłowca, którym mamy dostać się na arenę. Lecimy.
Czekam na więcej :D
OdpowiedzUsuńZapraszam ;)
http://my-world-remek-multi-jas.blogspot.com/